Podziemny pożar w Bogdance

wiadomosci W środę, 5 czerwca, na dole w kopalni Bogdanka doszło do pożaru endogenicznego wskutek samozagrzania się węgla. Ewakuowano 180 górników. Następna zmiana nie zjechała na dół. Bogdanka ściągnęła specjalistyczne wsparcie z Bytomia. Wszystko jest pod kontrolą ? zapewnia Artur Wasil, prezes LWB.

Jolanta Chwałczyk

Opublikowano: 11 czerwca 2019 12:12 | Aktualizacja: 11 czerwca 2019 12:12

Ratownicy z Bytomia jechali do nas ponad 6 godzin. Dłużej niż przewidywał szef bytomskiej Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, zapowiadając w maju budowę Okręgowej Stacji w Lubelskim Zagłębiu Węglowym. O tym, że OSRG może powstać w Bogdance za 3 lata "Wspólnota" pisała we wtorek. Środowy pożar potwierdził taką potrzebę.

Obniżają temperaturę węgla 

Lubelski Węgiel Bogdanka poinformował, że w dniu 5 czerwca w godzinach wieczornych na ścianie w likwidacji, czyli nieprowadzącej wydobycia, doszło w Polu Bogdanka do wzrostu stężenia tlenku węgla na skutek samozagrzania się węgla.

"Z rejonu bezpiecznie wycofano wszystkich znajdujących się w nim pracowników. Trwają prace zmierzające do obniżenia temperatury węgla w ścianie. Prace prowadzone są zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa. Plan wydobycia na 2019 rok na poziomie 9,4 mln ton nie jest zagrożony" – czytamy w komunikacie prasowym LWB. 

Pożar dopadł Bogdankę wkrótce po ogłoszeniu świetnych wyników za pierwszy kwartał br. Wynikało z nich, że udało się naszej kopalni odbić od spadków spowodowanych problemami z wodą. Bo właśnie czynniki natury hydrologiczno-geologicznej nękały kopalnię na przełomie lat 2017/2018. Teraz ogień.

Sytuacja pod kontrolą

Akcję w rejonie pożaru rozpoczęły zakładowe zastępy ratownicze.W czwartek przed południem, do Bogdanki, z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu (patrz fot. i rozmówka obok) przyjechał chromatograf, specjalistyczny sprzęt i zastęp pomiarowy do jego obsługi.

- Na ile poważna jest sytuacja?  - pytamy szefa LWB.

- Wszystko jest opanowane, sytuacja pod kontrolą, wykonujemy prace zgodnie z najwyższymi standardami, które, jak wiadomo, w górnictwie są bardzo wysokie, pewne rzeczy musieliśmy wstrzymać, następnie uruchomić obszary, które zostały wyłączone, a w miejscu zagrożenia będziemy działać dalej - wyliczył Artur Wasil.

- Na ile poważna jest ta sytuacja?

- To jest górnictwo, mamy zagrożenia naturalne. I choć Bogdanka jest kopalnią bezpieczną, jest to jednak kopalnia – mówi prezes. – Oczywiście, jest to dla nas kłopotem, ale w tej chwili, nie jest dużym zagrożeniem - ocenił prezes Wasil.

Stacja potrzebna od zaraz

Pytany o sprowadzony z Bytomia chromatograf potwierdza, że Bogdanka nie potrzebowała wsparcia służb ratowników lecz sprzętu, jaki znalazłby się na miejscu w przyszłej stacji: - Nie mamy na wyposażeniu specjalistycznego sprzętu, jaki posiadają jednostki zawodowo zajmujące się ratownictwem i który do nas przyjechał z CSRG. Jest nam potrzebny do mierzenia stężenia gazu: metanu, tlenku, dwutlenku i tlenu. Zapewnia stały monitoring stężenia gazów miejscu, w którym jest rozłożony.

Czyli na G1, ścianie w likwidacji, z której górnicy zabierali wyposażenie. Z perspektywy powierzchni znajduje się w północnej części obszaru Puchaczów 5. To tam właśnie, pod ziemią, doszło do samozagrzania węgla.

Tamowanie i azot

Nadzór nad akcją ratowniczą w Bogdance sprawuje Okręgowy Urząd Górniczy w Lublinie.

- Podjęto działania w celu ograniczenia dopływu tlenu do ogniska pożaru poprzez tamowanie wyrobisk oraz podawanie gazu neutralnego (azotu), prowadzące do ograniczenia rozwoju pożaru – wylicza Marek Mierzejewski, dyrektor OUG w Lublinie.

Pytany o prawdopodobne przyczyny tego typu pożarów, szef OUG mówi: - Dzieje się tak kiedy w węglu powstaną spękania, szczeliny i np. w miejscach pozostawienia resztek węgla zaistnieje możliwość przenikania powietrza w tą resztkę i dostarczanie do niej tlenu. W takim przypadku następuje przyspieszone utlenianie węgla i wzrost jego temperatury, a przypadku nie odprowadzania ciepła wytwarzanego podczas zachodzącej reakcji chemicznej, następuje akumulacja ciepła. Po osiągnięciu przez węgiel temperatury krytycznej określanej na około 60-80 0C następuje szybki jej wzrost, co z kolei przyspiesza utlenianie węgla i następuje jego samozagrzewanie, które rozwijając się może doprowadzić do samozapalenia się węgla.

- Dla bogdankowskich węgli okres samozagrzewania (tzw. inkubacji pożaru) wynosi około 44-46 dni. Nie powinno dojść do pożaru, gdy w tym czasie wyrobisko zostanie zlikwidowane i zaizolowane i nie będzie do niego dostarczane powietrze. Ponieważ okres likwidacji tej ściany trwa dłużej niż 44 dni doszło do samozapalenia się węgla w rejonie likwidowanej ściany. Klasyczne samozapalenie węgla - podsumowuje Marek Mierzejewski. 

Okręgowy Urząd Górniczy w Lublinie zbada przyczyny i okoliczności zaistniałego pożaru.