Stulatka z Talczyna: Bo na życie trzeba mieć apetyt [GALERIA]

region Nie wyobraża sobie życia bez modlitwy, kontaktu z naturą, ptysi i ulubionego cappuccino. Stuletnia mieszkanka Domu Pomocy Społecznej w Kocku zjednuje ludzi i zadziwia dobrym zdrowiem, serdecznością i szczerym uśmiechem.

Magdalena Sych

Opublikowano: 9 sierpnia 2020 13:05 | Aktualizacja: 8 sierpnia 2020 11:46

Modli się z książeczki do nabożeństwa, czyta i pisze. Mówi, że lepiej nie dojeść, jak się przejeść, a lenistwem się brzydzi.

 

Pani Genowefa pochodzi z Talczyna

 

Talczyn jest największą wsią w gminie Kock. Genowefa Szczygieł zd. Janczak spędziła tu większość swojego długiego życia. Od najmłodszych lat pomagała rodzicom przy pracach w gospodarstwie. Obowiązki były, czy to na roli, czy w obejściu gospodarskim. Wychowywała się w rodzinie wielodzietnej jako najmłodsza z ośmiorga rodzeństwa. Miała cztery siostry: Marysię, Helenę, Anielę, Oleśkę i trzech braci: Seweryna, Feliksa i Ludwika.

 

- Spędziłam życie na wsi, rodzice mieli spore gospodarstwo. Hodowali świnie, krowy, konie, bo to na koniach robiono kiedyś, trzeba było trzymać - opowiada stulatka. - Nie było tak lekko, nie było takich maszyn, jak teraz. Wszystko na konikach. Zaganiali nas do roboty, żeby coś pomóc. Póki byliśmy mali to nie tyle, ale potem to już tak. Jako sześcioletnia dziewczynka chodziłam z bratem paść krowy. Na zabawę też wystarczyło czasu. Biegaliśmy po podwórku, bawiliśmy się w piaskownicy, wesoło było - wspomina.

 

W szkole w Talczynie nestorka skończyła sześć klas szkoły podstawowej.

 

- Sześć klas było i tyle skończyłam, ale czytać jakoś umiem - śmieje się nasza rozmówczyni. - Pisać, jako tako, też coś napiszę - dodaje, nie przestając żartować.

 

Niemcy rozstrzeliwali ludzi

 

A potem nadeszły ciężkie czasy wojny i okupacji. Pani Genowefie udało się przetrwać ten trudny okres. Z rąk Niemców zginął jej brat Ludwik. Miał 32 lata.

 

- Niemcy rozstrzeliwali ludzi - snuje swoją historię nestorka. - Brat mój Ludwik zginął w Talczynie pod szkołą. Został rozstrzelany. To był może 1942 rok. Dużo osób wtedy zginęło, dzieci małe przy piersiach, całe rodziny były mordowane. -  To znana historia. Zrobili to w odwecie za jednego zamordowanego Niemca. Z zemsty naszych zabili. 70 osób, czy więcej poległo. Poginęły całe rodziny z Talczyna. Ludwik Janczak, mój brat, także jest na liście poległych. Wyciągali ludzi z domów, prowadzili pod szkołę i mordowali. A jak ktoś uciekał, to z miejsca rozstrzeliwali... - wspomina ze smutkiem.

 

Wszystkie roboty robiłam

 

Po ślubie zamieszkała w Talczynie Kol. Wraz z mężem prowadzili własne gospodarstwo. Ciekawa świata i bardzo bogobojna, kiedy mogła wyjeżdżała na pielgrzymki, podziękować Bogu za to wszystko, co ma. Z mężem mówi, że jak to w życiu, różnie bywało.

 

- Tak źle nie żyliśmy. Jak to w życiu, trochę źle, trochę dobrze. Trzeba się było pokłócić, trzeba się było pogodzić - śmieje się. Tak to bywa, takie to życie ludzkie.

 

Praca na roli to rzeczywistość, którą zna bardzo dobrze.

 

- Wszystkie roboty robiłam, na polu i w domu. Oprócz tego jeszcze szydełkowałam, robiłam na drutach kamizelki. "Lenistwa się brzydzę, żadnej pracy się nie powstydzę" - jak mawiał chłopak, który orał - mówi ze śmiechem wyjątkowa seniorka.

 

Owdowiała 22 lata temu. Została sama, nie mieli z mężem dzieci. Od czterech lat jest podopieczną Domu Pomocy Społecznej w Kocku. Trafiła tu ze szpitala, po tym jak nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Porusza się na wózku inwalidzkim, ale wrodzony optymizm pomaga jej znajdować pozytywy w każdej sytuacji.

 

- A dla mnie to jeszcze lepiej, jak na wózku się jeździ! Pojadę sobie na dwór, w gościniec, w miejsce gdzie są moje ukochane lipy. I wrócę z powrotem. Na dodatek cały czas siedzę! - uśmiecha się.

 

Najlepiej odpoczywa w cieniu lip

 

Stulatka jest wrażliwa na piękno przyrody, której na terenie zabytkowego parku okalającego placówkę ma pod dostatkiem.

 

- Zachwyca się każdą rośliną, czerpie radość z obcowania z przyrodą - mówi Magdalena Kłos, pracownik socjalny, opiekun DPS w Kocku. - Pani Gienia to wspaniała, pełna radości i dobroci kobieta. Jest tu przez nas wszystkich bardzo lubiana. Nigdy nie narzeka, nie skarży się na żadne dolegliwości. Jeździ na wózku, ale jest bardzo samodzielna. Sama wyjeżdża na dwór wózeczkiem, radzi sobie nad podziw! - przyznaje.

 

Stulatka nigdy nie paliła papierosów, mówi, że nie lubi dymu. Alkohol - jedynie okazjonalnie. W jedzeniu nie jest wybredna, ale też nie można powiedzieć, że jest łakoma. Je niewiele, zgodnie z dewizą "Lepiej nie dojeść, niż się przejeść". Ulubiona potrawa - ptyś na francuskim cieście i cappuccino, bez którego nie może się obejść. Smak - wanilia lub czekolada. Ulubiona przyśpiewka - "Czerwona jarzębina". Ulubione miejsce - zabytkowy park, tam gdzie rosną monumentalne lipy.

 

-  Lipy. Na terenie parku są lipy, pięknie pachną i jeszcze jest aleja lipowa. I my tam chodzimy na spacery. W cieniu lip nie czuć praktycznie upału. I ten zapach... - rozczula się seniorka.

 

Jubileusz z mszą św. i rodziną

 

10 lipca pani Genowefa skończyła okrąglutkie 100 lat, ale wcale nie wygląda (i nie czuje się) na swój imponujący wiek. Uroczysty jubileusz zaplanowano w najdrobniejszych szczegółach. Na terenie zabytkowego parku stanęła ambona, z której ksiądz proboszcz odprawił mszę świętą w jej intencji. Takie było życzenie nestorki.

 

-  Pytaliśmy panią Gienię, jaki chce prezent na 100. urodziny. Powiedziała, że nic nie potrzebuje. Poza mszą świętą. I rodziną, która została zaproszona. Tak bardzo jest szczęśliwa po tej uroczystości. Pogoda, goście, wszystko dopisało! - podkreślają pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Kocku.

 

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.